Pomiń

Z wizytą u Magdy i Pawła - Od zupy meksykańskiej do nowej kuchni

Z Magdą i Pawłem rozmawiamy o metamorfozie ich niewielkiej kuchni na krakowskim Osiedlu Wandy. A także o zmianach, które wywróciły ich życie do góry nogami.

Nasi bohaterowie dwa lata temu wrócili do Polski z Wielkiej Brytanii. Spędzili tam 12 lat, na „Wyspach” przyszła na świat ich córeczka, Maya. Jednak nie tylko ojczyznę trzeba było odkrywać na nowo. Rodzina wprowadziła się do mieszkania odziedziczonego po mamie Magdy, które jest dużo mniejsze od lokali, jakie zajmowali do tej pory. Wciąż uczą się więc funkcjonować na niewielkiej przestrzeni i pozbywają niepotrzebnych rzeczy. Po powrocie do kraju stopniowo odnawiali kolejne pomieszczenia. Akurat przygotowywali się do remontu kuchni, kiedy… wygrali jej metamorfozę w konkursie.

Jak to się stało, że wzięliście udział w konkursie na metamorfozę kuchni?

Magda: To był zupełny przypadek. Zresztą wiąże się z tym zabawna anegdota. Córka poprosiła mnie, żebym ugotowała zupę meksykańską. Ser, którego do niej używam, jest tylko w pobliskm centrum handlowym. Pojechałyśmy więc po ser, a znalazłyśmy stoisko konkursowe IKEA. Pomyślałyśmy: „Czemu nie? I tak mamy remontować kuchnię”, i wypełniłyśmy zgłoszenie. Zupełnie nie wierząc w to, że możemy wygrać. Sam projekt to już byłoby dla nas bardzo dużo.

Magda i Paweł

Małżeństwo z krakowskiej Nowej Huty. W 2018 roku wrócili do Polski po 12 latach spędzonych w Wielkiej Brytanii. Mają 8-letnią córeczkę, Mayę. Magda pracuje jako recepcjonistka. Paweł jest trenerem Enshin Karate. W wolnych chwilach jeżdżą wspólne na rowerach, spacerują, wyjeżdżają za miasto lub grają w tenisa. Lubią też czytać. 

Nowa kuchnia w Nowej Hucie

Magda i Paweł mieszkają w jednym z pierwszych bloków wybudowanych w krakowskiej Nowej Hucie. Mieszkanie ma niespełna 50 metrów kwadratowych i charakterystyczną dla budownictwa z tamtego okresu małą kuchnię, połączoną z łazienką okienkiem. Pod parapetem znajdowała się tzw. zimna półka. Pełniła rolę spiżarki oraz… stołu. To przy niej domownicy jadali posiłki. Kolejnym wyzwaniem dekoratorskim był kaloryfer zamontowany obok okna, pod samym sufitem. Stworzenie funkcjonalnej kuchni na przestrzeni 11 metrów kwadratowych nie jest łatwe. Na szczęście lubimy takie wyzwania.

Już wcześniej planowaliście remont kuchni. Czy mieliście na nią jakiś pomysł?

Magda: Nie mieliśmy zielonego pojęcia, jak zabrać się za kuchnię. Ma dziwny kształt, jest mała i nieustawna. Wiedzieliśmy tylko, co mniej więcej miałoby się tam znaleźć. Ale już nie, jak te sprzęty tam fizycznie umieścić. Na przykład nie wierzyliśmy, że możemy mieć zmywarkę. A mamy zarówno ją, jak i pralkę. Nie wspominając o kuchence oraz całej reszcie sprzętów. Projektantka i architektka z IKEA naprawdę doskonale się spisały!

Sami wybieraliście poszczególne elementy?

Magda: Na początku panie, które projektowały kuchnię, pytały, co lubimy, jakie kolory nam się podobają, na czym nam zależy. Bardzo fajne jest to, że wzięły pod uwagę charakter naszego mieszkania. Dzięki temu kuchnia jest z nim spójna i pasuje do pozostałych pomieszczeń, także kolorystycznie. Potem otrzymaliśmy pierwszy projekt, który jeszcze kilkakrotnie się zmieniał. Na przykład na początku zaproponowano nam taki kwadratowy stolik. Następnie zastąpił go stolik barowy, który miał się znaleźć przy wejściu, ale my poprosiliśmy o stolik przy oknie. I panie projektantki wynalazły nam ten czarny stoliczek. Podobno jedyny, jaki się tu zmieścił. Wygląda bardzo fajnie!

Bardzo podoba nam się też oświetlenie. Córka uwielbia bawić się pilotem…

Świetnie się też sprawdzają uchwyty IKEA na talerze oraz półki wstawiane do szafek. Od razu widać wszystko, co w nich jest. Sami wpadliśmy na pomysł trzymania ziół w małych słoiczkach.


Metraż i niestandardowy układ kuchni sprawiły, że trzeba było zastosować jakieś nietypowe rozwiązania?

Magda: Tak. Przy wejściu do kuchni mamy teraz szafkę. Dawniej przy tej ścianie stał stolik. Tylko, że to jest taki trochę ciemny kąt, nikt tam nie chciał siedzieć. A szafka naprawdę spełnia swoje zadanie. No i wszystko, w tym ekspres do kawy, jest zawsze pod ręką.

Ze względu na okienko do łazienki, wiszące szafki są dość niskie. Projektant uznał, że jeśli mają być na jednym poziomie, muszą się zmieścić pod okienkiem. To nam pasuje, bo nigdzie nie musimy wchodzić. Na żadną drabinkę czy stołek, wszędzie możemy dosięgnąć.

Czy projektanci zaproponowali coś, na co sami byście nie wpadli?

Magda: Dekoratorka zaproponowała nam do wykończenia kolor różowy, do którego nie byliśmy specjalnie przekonani. A okazało się, że wszystko do siebie doskonale pasuje. Mamy różowe zasłonki i chlebak. Pani wzięła też pod uwagę córkę – Maya dostała swój specjalny różowy stołeczek.

Czasem jak się jedzie do IKEA, ogrom mebli i dodatków może człowieka przytłoczyć. Nie wiadomo, co wybrać, jeśli wszystko się podoba.

Dobrze jest zaufać profesjonaliście, bo – jak się okazuje – efekt może być znakomity. Sami nie wzięlibyśmy pod uwagę tak wielu szczegółów. Nie pomyślelibyśmy na przykład o szufladzie na noże, bezpiecznej dla maluchów. Nie otwiera się od razu, a noże są w niej skierowane ostrzami w dół. Nie ma więc zagrożenia, że dziecko sięgnie do szuflady i zrobi sobie krzywdę. Kolejną taką - pozornie prostą - rzeczą było odwrócenie lodówki. Teraz jest skierowana w stronę wyjścia i nie trzeba wstawać, żeby coś z niej wyciągnąć.


Czy teraz wszyscy mieścicie się w kuchni?

Magda: Kiedyś zupełnie się nie mieściliśmy i ciężko było coś ugotować czy nawet postawić. Teraz spokojnie mieścimy się w trójkę. Mamy stolik oraz miejsce do gotowania. Jemy w niej wszystkie posiłki. Córka się nawet śmieje, że kuchnia to teraz jej ulubione pomieszczenie w całym mieszkaniu (śmiech).

Metamorfoza nigdy nie doszłaby do skutku, gdyby nie zupa. Czyli właściwie ta historia rozpoczęła się od kuchni...

Magda: De facto rozpoczęła się od pokoju córki, urządzonego praktycznie w całości w IKEA. No i tak potoczyła się dalej. Na pewno odwdzięczymy się IKEA. Zostały nam jeszcze przedpokój i łazienka do wyremontowania.

Dziękujemy za rozmowę.