Pomiń

    Z wizytą u Lili, Gosi i Dominika - Dobry plan to podstawa

    Mieszkanie Gosi i Dominika to dom, w którym widać pasję, kompromisy i marzenia. Tutaj kreatywne podejście spotyka się z pragmatycznością. A modernistyczne rozwiązania z lat 60 z funkcjonalnością mebli IKEA.

    Od razu po wejściu do mieszkania w oczy rzucają się intrygujące rozwiązania i porządek w ich mieszaniu. Książki na regale są ułożone równo i kolorystycznie, ale za to rośliny zamieszkują niestandardowe doniczki ustawione w różnych miejscach.

    Tu też trendy spotykają się z historią. Nowoczesny taboret projektu Oskara Zięty, na który zdecydował się Dominik, dzieli przestrzeń z jednym z ulubionych elementów Gosi, czyli komodą pod telewizor w stylu lat sześćdziesiątych.

    Kuchnię IKEA w stonowanym kolorze dopełniają mocne akcenty w postaci retro lodówki czy kultowej wyciskarki do cytryn. Nie inaczej jest z naszymi bohaterami – inspirujące pasje przeplatają się z poważnymi zawodami.

    Gosia, Dominik i Lili:

    Po pracy/po przedszkolu:
    Gosia maluje, rysuje, piecze torty i ciastka. Dominik znajduje projekty do własnoręcznego wykonania lub gra z przyjaciółmi w planszówki oparte o logiczne myślenie. Lili chodzi na zajęcia z baletu, kocha kotki.

    Wspólne pasje:
    rodzinne podróże, design, a wkrótce koty.

    Zawodowo:
    Gosia jest analitykiem projektowym w firmie consultingowej. Dominik jest dyrektorem w Związku Cyfrowa Polska. Lili chodzi do przedszkola.

    Ale zacznijmy od początku…

    Gosia: Pamiętam, że wystrój wnętrz zawsze mnie interesował. Nawet jako dziecko co roku, każdej jesieni czekałam z wypiekami na twarzy, aż pojawi się nowy Katalog IKEA. Oglądałam go i już wtedy wyobrażałam sobie, jak urządzę w przyszłości swoje własne mieszkanie. Zawsze była to moja pasja, ale nigdy nie miałam okazji się w niej wykazać. Mało oglądamy telewizję, a kablówka służy nam wyłącznie do oglądania programów o tematyce wnętrzarskiej. w końcu nadarzyła się okazja, po 5 latach wynajmowania mieszkania, stwierdziliśmy, że czas zrealizować nasze marzenia.

    Podczas wyboru mieszkania parze zależało na pozostaniu w tej samej okolicy, w sercu warszawskiego Bemowa. Poszukiwania rozpoczęli od rynku wtórnego, ale mieszkanie w stanie deweloperskim łatwiej dostosować do własnych potrzeb, co bardziej im odpowiadało.

    Dominik: Ja, w przeciwieństwie do Gosi, nie skupiałem się na początku aż tak na designie tylko raczej na projektowaniu przestrzennym. Wyobrażałem sobie co zrobić, żeby funkcjonalnie mieszkanie, jak najlepiej działało. Chciałem uniknąć strat komunikacyjnych, skupiłem się na tym, jak można tę przestrzeń maksymalnie wykorzystać i jak można powiększyć mieszkanie optycznie.

    Wszystko zaplanowane! A teraz? Jedziemy na wakacje. Czyli kilka słów o presji czasu.

    Gosia: Byłam przerażona, bo wiedziałam, że mamy miesiąc na wprowadzenie się i raczej nie byłam skłonna burzyć ściany, tylko chciałam mieć gdzie mieszkać (śmiech).

    Dominik: Oddanie bloku przez dewelopera zostało opóźnione, a my mieliśmy już zaplanowane dwa wyjazdy w czerwcu. Remont miał być już dawno skończony, a my mieliśmy odpocząć na wakacjach, odetchnąć w nagrodę. W rzeczywistości zdalnie z Włoch rysowałem plany, gdy montowano nam prysznic. Na szczęście nasi rodzice nam pomogli. Faktycznie wszystko było na wariackich papierach, miało to jednak swój urok.

    Czas na urządzanie!

    Gosia: Zawsze wiedzieliśmy, że meble z IKEA to będzie nasza baza, ponieważ są bardzo uniwersalne. Dzięki wielości formatów szafek kuchennych, czy szaf do garderoby będziemy mogli maksymalnie wykorzystać przestrzeń, a to było dla nas najważniejsze. W tak relatywnie małym mieszkaniu liczy się każdy centymetr. To, co nas urzekło to wszystkie systemy przechowywania, wyposażenie szuflad, różne przegródki do segregowania i też to, że zawsze można dopasować to do siebie. Kiedy nasze potrzeby się zmieniają, to zawsze możemy jechać do IKEA i znaleźć gotowe rozwiązania, które będą tu pasowały.

    W tym momencie Dominik, który na chwilę odszedł od stołu, wrócił do nas z oryginalnymi planami mieszkania. Dzięki temu jeszcze lepiej mogliśmy doświadczyć procesu projektowania tego niesamowitego wnętrza.

      Sprytne podejście: kuchnia otwarta na życie

      Gosia: Od początku chcieliśmy mieć kuchnię otwartą na salon. Wiadomo, są jakieś minusy, ale w momencie, gdy coś gotujemy, nadal możemy wchodzić w interakcje, mamy się na widoku, możemy ze sobą rozmawiać. Fajnie sprawdza się to też na imprezach, gdy najczęściej impreza przenosi się do kuchni, to tu nie ma tej opcji.

      Patrzymy na rysunki Gosi i projekty przestrzenne wykonane przez Dominika w narzędziach do projektowania IKEA. Na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć, że to plany sprzed lat, bo oddają rzeczywistość wyjątkowo dobrze.

      Dominik: To jest całkowicie nasz projekt. Stwierdziłem, że blat w kuchni może być za mały. Znalazłem, więc takie rozwiązanie: odsunęliśmy szafki od ściany. Wykorzystaliśmy niestandardowy, szerszy rozmiar, przez co blat jest większy, sprzęty mogą stać pod ścianą, a przestrzeń „robocza” jest większa. W ten sposób wyszło coś, co lubię najbardziej – planowanie przestrzenne, żeby uzyskać jak największą ergonomię. Do tego idealnie sprawdziła się kuchnia IKEA, przez to, że są różne szerokości szafek i wszystko można do siebie dopasować.

        Nie jesteśmy architektami, ale projektowaliśmy mieszkanie sami, więc (śmiech) skorzystaliśmy z wirtualnego narzędzia IKEA do zaprojektowania całego mieszkania, nie tylko kuchni.

        Klimat kolekcjonowany latami czy stworzony od zera?

        Dominik: Z poprzedniego mieszkania przywieźliśmy głównie dodatki.

        Dominik: Tak, tam wszystko było umeblowane pod wymiar, więc nie mieliśmy pola do popisu. Było estetycznie zrobione, ale nie do końca odzwierciedlało nas. Zawsze mówiliśmy znajomym, że gdybyśmy mogli zdecydować to tego, albo tamtego by nie było, a tutaj mogliśmy uniknąć czegoś takiego. A meble IKEA można dopasować do każdego wnętrza, są harmonijnym elementem do eksponowania innych charakterystycznych przedmiotów.

        Porozmawiajmy, więc o elementach z charakterem

        Gosia: Bardzo lubię tę szafkę pod telewizor, znalazłam ją na portalu z ogłoszeniami lokalnymi. Kosztowała grosze, więc myślałam, że przyjadę i okaże się, że ma jakieś braki, wyrwany tył albo coś gorszego, a była właściwie w idealnym stanie.

        Z śmietnika na salony

        Gosia: Któregoś dnia szłam odebrać Lili z przedszkola i zobaczyłam przy śmietniku stół właśnie w tym stylu. Przedszkole było całkiem daleko od domu, a ja byłam sama i musiałam odebrać małą, więc to nie mogło się udać. Ale, gdy innym razem zobaczyłam przy naszym śmietniku podobny stół tylko w innym kolorze, to wiedziałam, że muszę go mieć! (śmiech) Zadzwoniłam po Dominika i stół jest tu od tej pory.

        Dominik: To tak naprawdę rozkładana ława. Nie jest wąski tak jak normalne stoły i to bardzo w nim lubię.

        Gosia: Ten mechanizm rozkładania to zaawansowana myśl techniczna. (śmiech) To właśnie lubię w tych meblach z lat 60, bo nie dość, że ma taką funkcję, to jeszcze fajnie wygląda, a tak nie jest w przypadku wszystkich współczesnych rozwiązań. Często trzeba wybierać pomiędzy designem a praktycznością.

        Do dwóch stolików sztuka…

        Gosia: Bardzo lubię te stoliki z IKEA stylizowane na tamte czasy. Są świetne! Jak zobaczyłam jeden z nich pierwszy raz, to wiedziałam, że muszę go mieć. Jest bardzo praktyczny. Korzystamy z niego w różnych sytuacjach, np. jak jest ciepło, to wynosimy go na balkon.

        Dominik: A z tymi stolikami to też ciekawa historia! Bo ja kupiłem go na jakąś tam okazję…

        Gosia: Tak, na gwiazdkę! Pod choinką stało wielkie pudło, bo był już skręcony! (śmiech)

        Dominik: A po tym, jak się tu przeprowadziliśmy, to baliśmy się, że on się trochę podniszczy, bo jak córka była mniejsza, to trudniej było wszystko utrzymać w super ładzie. I kupiliśmy drugi, z myślą, żeby mieć go na wymianę, gdyby nie był już dostępny w sprzedaży IKEA.

        Gosia: Ale był taki fajny…

        Dominik: …że stwierdziliśmy, że go rozkładamy i mamy dwa takie same. (Obydwoje śmiech)

        Wróćmy jednak do planowania…

        Dominik: W planach były dwie łazienki. Stwierdziliśmy, że na naszą 3-osobową rodzinę wystarczy jedna, a potrzebujemy więcej miejsca do przechowywania. W ten sposób toaletę zamieniliśmy na garderobę.

        Garderoba otwarta na gości

        Dominik: Moja żona lubi, gdy wszystko jest idealnie ułożone więc to, że garderoba jest otwarta i nie ma drzwi, nie jest problemem (śmiech). Zawsze wiedzieliśmy, że będziemy burzyć kawałek ściany, aby otworzyć przestrzeń, a i tak chcieliśmy zdecydować się na system PAX z IKEA. Dlatego po prostu dopasowaliśmy wymiary ścian w garderobie do mebli PAX. Przez to wygląda, jakby szafa była projektowana pod wymiar, a było na odwrót (śmiech).

        Nie ma ryzyka, nie ma zabawy! Stylowo i niebezpiecznie.

        Dominik: Jednym z moich ulubionych elementów mieszkania są nasze grzejniki, chociaż było z nimi dużo przebojów. Trudno było je podłączyć, a… kiedy przyszła pierwsza zima to prawie nas zalało, bo okazało się, że wszystkie ciekną. Ostatecznie opanowaliśmy sytuację (śmiech).

        Gosia: To jedno z większych szaleństw, na które się zdecydowaliśmy i chcieliśmy poświęcić na nie więcej funduszy, bo bardzo podobało nam się takie rozwiązanie.

        Na pytanie, co najbardziej lubią w swoim mieszkaniu, każde z nich opowiada o czymś innym. Kiedy jednak pytamy, za co najbardziej je lubią są ze sobą w stu procentach zgodni. Przestrzeń i otwartość, którą stworzyli. Pewien nieuchwytny urok tego mieszkania tworzą właśnie te szczegóły i małe anegdoty wplecione w opowieści o ich domu.