Pomiń

Z wizytą u Grażyny Kuchnia marzeń, czyli historia jak z filmu

Czy zmiana starej kuchni na nowoczesną musi być trudna i czy warto brać udział w konkursach? Poznaj historię Grażyny z Krakowa, laureatki konkursu IKEA, w którym nagrodą była metamorfoza kuchni.

Jak sama opowiada z uśmiechem jej dawna kuchnia mogłaby reklamować w muzeum wystawę mebli kuchennych z lat 70. Za to obecna nowoczesna kuchnia utrzymana w bieli pokazuje, że można lubić i jedno, i drugie. A do tego nawet na małej przestrzeni da się stworzyć klimatyczny kącik do przyjmowania gości i powiększyć przestrzeń małymi zabiegami. Chociaż krakowską Nową Hutę odwiedzamy w deszczowy dzień, to wnętrze kuchni Grażyny jest jasne i przytulne, i promienieje tak jak gospodyni.

Grażyna

Kilka lat temu przeprowadziła się z centrum Krakowa do pełnej zieleni Nowej Huty. Chociaż lubi kolekcjonować rzeczy, to nie lubi trzymać ich na widoku. Jest na emeryturze, kocha biel i kwiaty, a wszystkich dookoła zaraża swoją pozytywną energią. To jej kuchnia jako pierwsza została odmieniona po wygranej w konkursie IKEA.

Jak się to wszystko zaczęło?

Grażyna: Pewnego dnia byłam na zakupach w pobliskim centrum handlowym i Panie z ulotkami zachęciły mnie do wzięcia udziału w kilku etapowym konkursie IKEA, w którym chodziło o metamorfozę kuchni. Pomyślałam, że jeśli uda mi się zdobyć jakiś garnek, to już będzie świetnie. Drugi etap był bodajże taki, że była możliwość uzyskania projektu kuchni i po cichutku marzyłam, żeby się w nim znaleźć. Pomyślałam, że jak dostanę fajny projekt, to może zaszaleję i spróbuję coś zrobić. Opisałam w zgłoszeniu swoje marzenia i trochę pojechałam po bandzie (śmiech). Usiadłam na ławeczce i na kolanie napisałam, że traktuję moją kuchnię jak muzeum i mam ochotę pobierać opłatę za bilety wstępu. Wygląda jak z lat 70, z PRL-u i marzę o nowej, nowoczesnej kuchni. Pragnęłam kuchni marzeń.

Zaskoczenie goniło zaskoczenie

Grażyna: Wcześniej jak ktoś mnie odwiedzał to mówił, że moja kuchnia jest ciekawa, ale stara. Chciałam, aby ludzie usiedli przy mnie w nowej aranżacji. Za każdym razem, gdy obierałam telefon o przejściu do kolejnego etapu, to nie wierzyłam, w to co się dzieje. Przyznam szczerze, że nie szłam zbyt daleko w moich marzeniach. Kiedy dostałam kolejny telefon, że Państwo przyjdą, obejrzą, i zrobią pomiary kuchni, bo będą ją robić, to wpadłam w dziką euforię. Jechałam od koleżanki i na przystanku tramwajowym dostałam telefon. Zawołałam ją i od razu się pochwaliłam. Niestety chwilę po tym przyszła pandemia i nie łudziłam się, że się uda. Myślałam, że konkurs będzie odwołany i traktowałabym to zupełnie naturalnie, właściwie przestałam już o tym myśleć i nagle dostałam kolejny telefon. Okazało się, że sprawa jest nadal aktualna!

Jak wyglądało planowanie metamorfozy?

Grażyna: Podczas pomiarów kuchni pojawiło się pytanie, jaką kuchnię chciałabym mieć. Wszyscy, którzy ze mną współpracowali byli fantastycznymi, młodymi ludźmi i w lot łapali moje myśli. To co sobie wyobraziłam i próbowałam przekazać. Kocham biel i dobrze czuję się w jasnym otoczeniu. Nie wyobrażałam sobie w ogóle kącika jadalnianego, chociaż chętnie chciałabym posiedzieć w kuchni. W dawnej kuchni też miałam stolik, ale chciałam mieć taki fajny klimatyczny kącik do jedzenia. Pomyślałam, że znajdzie się pod oknem, ale nie sądziłam, że potrafią stworzyć takie kameralne miejsce. Wieczorem ma ono swój niepowtarzalny klimat. Można tutaj grać światłem, dzięki dodatkowej lampce na parapecie. Kącik jest cudowny, bardzo się z niego cieszę!

Teraz ten kącik to miejsce spotkań?

Grażyna: Prawdopodobnie dlatego, że nie mogę się jeszcze nacieszyć tą metamorfozą to zdecydowanie tak. Wszystkich zapraszam do kuchni. Były u mnie koleżanki, mama, znajomi i wszyscy się zachwycali. Śmiałam się, że teraz proszę o te bilety wstępu, żeby zobaczyć, jak może wyglądać kuchnia z IKEA (śmiech).

Chciałam mieć kuchnię marzeń.

Grażyna: Zostały mi pokazane trzy kolejne projekty. U mnie w myślach buszowało wszystko! Jeśli chodzi o moją wyobraźnię to było jak w filmie. Wymyślałam sobie kolejne rzeczy. Mat czy wysoki połysk – od razu dylemat, a czy kafelki, czy panele, a może płytki na ścianę. Ciągle coś pojawiało się w mojej głowie. Ale na szczęście okazało się, że budżet jest określony (śmiech). Jak zobaczyłam projekt tej kuchni, w której właśnie jesteśmy, to od razu powiedziałam „tak, to jest ta kuchnia. To jest to. Kuchnia marzeń”. Pani projektantka pokazała mi go i byłam w szoku, jak bardzo uważnie mnie słuchała. Wiele osób ma tak, że się zachwyca relingami i ma na nich kubeczki, rzeczy na wyciągnięcie ręki. Mam zupełnie odwrotnie, muszę mieć wszystko pochowane i chciałam minimalistyczną kuchnię. W mojej nowej kuchni musiał być też na pewno czytelny zegar i moje uwagi zostały bardzo uważnie wysłuchane – nawet, jeśli chodzi o takie szczegóły. Co prawda zegar wcześniej był na innej ścianie, więc cały czas patrzę najpierw tam (śmiech).

Odbicie nowej kuchni

Grażyna: Zdziwiłam się, że lustra mają pojawić się w kuchni. Nie bardzo to sobie wyobrażałam. To była sugestia projektantki, poradziła, że dobrze byłoby je zatrzymać, żeby powiększyć przestrzeń. Kiedy je zobaczyłam od razu zakochałam się i w lustrze w poziomie, i w tej półeczce przy nim, i w lusterkach obok zegara również.

Czy miałaś wpływ na wybór poszczególnych elementów?

Grażyna: Projektantka proponowała mi różne rozwiązania. Tak było na przykład właśnie z lustrami. Wcześniej nie doceniałam zieleni, która jest za oknem w kuchni. W lusterkach naprzeciwko odbija się widok z okna, lampa i kącik, łącznie z kwiatkami. Kiedy tam podchodzę i podnoszę głowę, widzę to wszystko w odbiciu i jest to cudowne!

Czy dużo czasu spędzasz w kuchni? Jaką rolę to miejsce odgrywa w Twoim domu?

Grażyna: I tak, i nie. Mieszkam sama. W sobotę i niedzielę przyjmuję koleżanki. Raz w miesiącu mamy babski wypad na miasto, a tak to one przychodzą do mnie albo ja idę do nich. Gotuję raz na dwa, trzy dni. Lubię kuchnię, ale bez przesady. Nie jestem typową osobą, która lubi siedzieć godzinami w kuchni, chociaż przygotowanie czegoś dla kogoś sprawia mi przyjemność. Przed remontem gości zapraszałam do pokojów, teraz nastąpiła zmiana miejsca, do mojego klimatycznego kącika w kuchni. Wszystkie osoby, które widziały moją kuchnię były zachwycone i każdy mówi, że to dokładnie mój klimat i pasuje do mnie idealnie.

Rozwiązania, które pasują każdemu

Grażyna: Miałam wrażenie, że IKEA nastawia się na ludzi młodych, bo starsi mają określone preferencje i nie są otwarci na nowości. Dlatego właśnie myślałam, że nie mam szans na ostatni etap konkursu i metamorfozę kuchni, bo jestem po prostu za stara. Bardzo się zdziwiłam, bo byłam przekonana, że te nowe rozwiązania kuchenne będą skierowane do ludzi młodych, także mój wiek nie był odpowiedni. Do końca sądziłam, że nie mam szans ze względu na wiek, bo to po prostu nie pasuje do tego konkursu. Dlatego cieszyłam się potrójnie! Mile się rozczarowałam, że moje wyobrażania zostały rozwiane i faktycznie IKEA wyszła naprzeciw starszej osobie.

Czy remont wiązał się ze stresem?

Grażyna: Tak, trochę się bałam, tego jak to będzie, bo moja mama miała niedawno niezbyt przyjemne doświadczenia z ekipą remontową. W dawnej kuchni była boazeria i nie wiedziałam, co pod nią będzie, bo kupiłam mieszkanie, w którym ona już była. Wyszło idealnie! Ale nie ukrywam, miałam obiekcje co to będzie, może lepiej nie ruszać, po prostu tysiąc myśli. Wszyscy mnie zapewniali, żebym się nie martwiła i czułam się z tą ekipą bardzo komfortowo.

Czy pamiętasz moment, kiedy weszłaś do nowej kuchni?

Grażyna: Chciało mi się płakać! Odpowiadał mi naprawdę każdy detal. Nie spodziewałam się też wszystkich dodatków i akcesoriów. Niektórych nie wiedziałam nawet, jak używać, ale wszystko mi pokazano i wytłumaczono. Tak jak stojaki na pokrywki do garnków (śmiech).

Lubisz, kiedy w kuchni nic nie zostaje na wierzchu. Czy jest jakieś rozwiązanie IKEA, które wyjątkowo skradło Twoje serce?

Grażyna: Te półeczki w szafce i stojaki na talerze bardzo mi się podobają. W mojej dawnej kuchni było o wiele więcej szafek, więc bałam się, że nie zmieszczę wszystkich moich rzeczy, ale to rozwiązania są po prostu kapitalne! Oczywiście to był też cudowny czas na pozbycie się rzeczy zbędnych. Mam tendencję do chomikowania, więc nie było to łatwe. Systemy przechowywania przyborów kuchennych są bardzo funkcjonalne, tak samo pudełeczka i pojemniczki na żywność i inne rzeczy w szafkach. Również pojemniki na segregację śmieci są bardzo wygodnie ukryte i wbudowane.

Jak wspominasz swoją dawną kuchnię?

Grażyna: Zmieniłam ją trochę po kupnie tego mieszkania. Po wprowadzeniu się był tu długi blat stworzony z płytek ceramicznych. Tak samo parapet. Pozbyłam się ich i zamieniłam na nowy blat, bo nie mogłam na nie patrzeć. Później dobrze się czułam w mojej starej kuchni, było tu multum szafek i mieściłam wszystko po mimo ilości rzeczy, które zebrałam. Była poniekąd w moim klimacie. Miałam kilka pomysłów, jak ją odmienić, ale tu pojawiła się IKEA i zrobiła to całościowo, spełniając moje marzenia. Po tym remoncie aż mam ochotę odmienić też inne pomieszczenia w swoim domu!

Co jest dla Ciebie najważniejsze w pomieszczeniu?

Grażyna: Przede wszystkim gra świateł. Kuchnia musi być bardzo jasna. Teraz mam tu oświetlenie zintegrowane, podświetlane blaty i nawet pilota, którym mogę zmieniać natężenie światła, wybierać ciepłe albo zimne światło, to jest świetne! Lampa nad kącikiem do posiedzenia i jeszcze lampka na parapecie, tworzą niesamowity klimat zwłaszcza wieczorem. Podkreślałam, że światło jest dla mnie bardzo ważne i moje potrzeby zostały w pełni spełnione. Projektantka zauważyła również, że lubię dużo kwiatów i są one w wazonach, i na parapecie. Na obrazkach na ścianie też są rośliny.

Jak wspominasz całą metamorfozę kuchni?

Grażyna: To piękna przygoda życia. Myślałam, że emocje opadną, kiedy ekipa IKEA opuści mieszkanie, ale one wciąż ze mną są. Kiedy kuchnia była remontowana, to moje pierwsze kroki każdego ranka kierowałam do kuchni, bo nie wierzyłam. Najchętniej bym z niej nie wychodziła, cieszył mnie każdy detal i nie mogłam się napatrzeć na moją nową kuchnią. Jestem niesamowicie wdzięczna za to co mnie spotkało. Brak mi słów, jestem bardzo szczęśliwa. Nie sądziłam, że coś takiego mi się przytrafi. Zapadnie mi to na długo w pamięć i to będzie cudowne wspomnienie tego trudnego czasu, jakim jest pandemia.

Mówiłaś, że ta metamorfoza kuchni jest jak film, jakbyś go nazwała?

Grażyna: Kuchnia marzeń. Po prostu kuchnia marzeń. Jest zapożyczony, ale w pełni oddaje moje uczucia.