Pomiń

    Z wizytą u Anety i Marcina - Kuchnia, w której nic się nie marnuje

    W pochmurny zimowy dzień spotykamy się z Marcinem i Anetą, aby porozmawiać o życiu w zgodzie z naturą, ekologicznych rozwiązaniach w kuchni oraz filozofii zero waste.

    Mieszkanie naszych bohaterów próbuje nadążyć za zmianami w ich życiu. Para, którą połączyła miłość do natury oraz wspinaczka, przygotowuje się na narodziny swojego pierwszego dziecka. Ich 3-pokojowe lokum w przedwojennej kamienicy na warszawskich Włochach jest jednocześnie przestronne i przytulne.

    Wchodzimy do kuchni, której sercem jest ogromny drewniany stół oświetlony przez dwie duże metalowe lampy. Całe pomieszczenie ma lekko rustykalny charakter i pełne jest pozornych sprzeczności. Czarny piekarnik z płytą gazową został obudowany białymi, drewnianymi meblami, a nad prostym ceramicznym zlewem zamontowano metalową szynę. Zawisły na niej ulubione kubki i zioła, które nasi bohaterowie chcą mieć zawsze pod ręką. Jest pewien urok w przechowywaniu naczyń oraz jedzenia na widoku. Słoje z kaszami, strączkami i pestkami stojące na drewnianych półkach oraz szklana witryna z zastawą nadają temu wnętrzu ciepła.

    Jak w wielu polskich domach kuchnia pełni rolę salonu. Tu się je, gotuje, pije kawę, rozmawia, gra w planszówki, szyje, przyjmuje gości, a czasem pracuje. Tu też rozmawiamy z naszymi bohaterami.

    Aneta i Marcin

    Aneta
    Koordynuje projekty internetowe w dużej agencji reklamowej. Kocha wspinaczkę skałkową i górską, naturę, książki oraz kuchnię roślinną. Gotuje nie używając przepisów. Ostatnio sama nauczyła się szyć.
     
    Marcin
    Z zawodu fotograf agencji prasowej. Pasjonat wspinaczki górskiej i skałkowej. Kocha góry oraz wszystkie sporty z nimi związane. Po mieście lubi poruszać się na rowerze, po stoku na nartach.

    Czy to prawda, że remont kuchni trwał 3 tygodnie?

    Aneta: Tak, po 3 tygodniach wprowadzał się lokator, któremu wynajmowałam pokój. Miałam więc tylko tyle czasu na to, żeby kuchnia stała się użyteczna i funkcjonalna. Wcześniej była tu drewniana zabudowa własnej roboty oraz podwieszany sufit. Bardzo niestylowy. Miałam ogromną potrzebę, żeby zrobić kuchnię po swojemu. Choć kiedy zaczęłam remont, nie miałam jeszcze do końca sprecyzowanej wizji. Potem stopniowo wyposażałam ją w szczegóły i dodatki. IKEA była miejscem, które często wtedy odwiedzałam, stąd ta szafka na książki, witryna czy obrotowe krzesło. Obecna kuchnia powstawała krok po kroku, przedmiot po przedmiocie. W zależności od tego, co mi wpadło w oko w sklepie, na targu staroci czy komisie z meblami.

    Dużo jest tu i w całym mieszkaniu elementów natury. Czy ma to związek z Waszą pasją do wspinaczki oraz faktem, że tak dużo czasu spędzacie na łonie przyrody?

    Aneta: Zdecydowanie tak. Natura jest nam bardzo bliska, dlatego staramy się, żeby dom także był miejscem spokoju i odpoczynku. Dużo jest u nas drewna, naturalnych materiałów, kwiatów i roślin. Są też rzeczy zwyczajnie przywiezione z lasu – szyszki, gałązki brzozy. Oboje mamy większą frajdę z kontaktu ze słońcem i śniadania zjedzonego na trawie niż z mieszkania w wynajętych kwaterach. Uwielbiamy siedzieć w lesie.

    Marcin: Dla mnie kontakt z naturą to kwestia fundamentalna. Inaczej robię się nieznośny…

    Aneta: Ja też! Warszawa ma to do siebie, że tu się żyje dość szybko. Raz na jakiś czas trzeba zrobić reset, wyjechać do lasu albo w skały. Pooddychać, odpocząć.

    Marcin: Czasem też przywozimy stamtąd jakiś element wystroju wnętrz (śmiech). Jak gałąź z Jury Krakowsko-Częstochowskiej, która teraz służy nam za karnisz w sypialni.

    Naturalny karnisz

    Gałąź brzozy przywieziona z Jury Krakowsko-Częstochowskiej miała trafić do ogniska. Jednak tak spodobała się Anecie, że zawisła nad oknem sypialni. Obecnie pełni rolę kwietnika.

    Gotowanie i meblowanie zero waste

    Aneta: Gotowanie oraz zdrowa, roślinna dieta pełnią istotną rolę w życiu naszych bohaterów. Oboje podkreślają, że rezygnacja z jedzenia mięsa jest dla nich także wyborem etycznym. Nie chcą wspierać przemysłowej hodowli zwierząt. Poza tym opakowania i odpady po mięsie nie podlegają recyclingowi. Ich kuchnia to miejsce, w którym nic się nie marnuje.

    Bliska jest Wam filozofia zero waste. Jak przejawia się ona w waszej kuchni?

    Aneta: Przede wszystkim staram się kupować tyle, ile trzeba, a to co mam, zużyć do końca. Czasami daję sobie „bana” na zakupy spożywcze, aż nie zjemy tego co mamy w lodówce. i tak naprawdę wtedy powstają najsmaczniejsze dania. Właśnie z tych resztek i skrawków. Strasznie mnie boli, kiedy muszę wyrzucać jedzenie…

    Marcin: Staramy się też nie generować za dużo plastiku. Owoce i warzywa kupujemy raczej niepakowane. Swego czasu Aneta naszyła wielorazowych woreczków na zakupy. Ja nigdy nie wiem, gdzie one są, więc mamy ich dużo. Poupychanych w różnych miejscach. i tak zawsze jakiś znajdę (śmiech).

    Aneta: Poza tym segregujemy odpady. Choć teraz to już obowiązek. Nasz kosz na odpady zmieszane jest naprawdę bardzo niewielki. Mamy też własny kompostownik, do którego trafiają odpady „bio”. Kompost zasila później nasz ogródek pod domem, gdzie uprawiamy własne warzywa.

    Marcin: Latem praktycznie nie kupujemy warzyw. Mamy mały ogródek, ale i tak nie jesteśmy w stanie przejeść plonów. Warzywa, których nie mamy w ogródku, przywozimy od rodziców Anety.

    Zero waste to także takie przechowywanie żywności, żeby nic się nie marnowało. Jakie macie na nie sposoby?

    Aneta: Podczas remontu wymarzyłam sobie, że będę miała ścianę z cegły, a na niej półki, które będą otwarte. Żeby wszystko było pod ręką. Deski na nie dostałam od taty, który trochę się zna na stolarce, a wsporniki kupiłam w IKEA. Oczywiście słoiki z kaszami, ryżem i pestkami oraz naczynia używanie codziennie stoją niżej, a te używanie sporadycznie - wyżej. Wymyśliłam sobie drewniane skrzynki, które też wykonał własnoręcznie mój tata, a ja pomalowałam. Pełnią funkcję spiżarki. Tam chowamy puste słoiki, nasze odżywki sportowe i suplementy.

    Marcin: Skrzynki stoją na mocnych, wysuwanych blatach, dzięki czemu można tam wpakować mnóstwo rzeczy. Całą skrzyneczkę można też wyciągnąć i zabrać puste słoiki do piwnicy czy samochodu. To superwygodne.

    Kuchnia w 3 tygodnie

    Generalny remont kuchni trwał 3 tygodnie. Podwieszany sufit został usunięty, a kuchnia wyposażona w nowe, funkcjonalne meble i sprzęt AGD. W doborze mebli oraz dodatków pomagali przyjaciele. Pochodzą one głównie z targów staroci, komisów z meblami oraz sklepu IKEA.

    Mieszkanie wypełnione jest przedmiotami z odzysku, które pięknie komponują się z nowoczesnymi meblami i akcesoriami. Za co lubicie stare przedmioty i rozwiązania?

    Aneta: Może to zabrzmi banalnie, ale te przedmioty mają duszę. Mają jakąś przeszłość. Nie są powielane przemysłowo. Wiem, że nie znajdę ich w mieszkaniu moich znajomych.

    Marcin: Trzeba zadać sobie trud, żeby taki wygrzebany przedmiot doprowadzić do jakiegoś stanu, co jest fajne. Można włożyć w niego trochę pracy, a przez to trochę serca, więc człowiek od razu jest z nim emocjonalnie związany. Czasem to wychodzi też zwyczajnie taniej.

    Aneta: U nas takie przedmioty pełnią często funkcję dekoracyjną. Stara chochla znaleziona na targu staroci jest obecnie świecznikiem. Te przemysłowe taborety znalazłam na złomie. Były w opłakanym stanie. Zapłaciłam za nie dosłownie 5 zł. Trzeba było je oczyścić, oszlifować i pomalować, ale teraz są naszymi ulubionymi taboretami.

    A jeżeli już kupujecie nowe przedmioty, to jakie? Czym się kierujecie?

    Marcin: Funkcjonalnością, ceną, designem. Ostatnio zdarzyło nam się kupić czajnik i faktycznie szukaliśmy takiego, który by tu pasował. Koniec końców wybraliśmy ładny, ale bez gwizdka. Okazuje się, że gwizdek jest dość istotną funkcjonalnością czajnika (śmiech).

    Przedmioty często zmieniają u nas funkcję i miejsce. Lubię, kiedy wędrują. Mam wtedy poczucie, że to mieszkanie żyje, że je odświeżam.

    Marcin: Staramy się też korzystać z tego, co już jest. Zmieniamy miejsce i funkcje przedmiotów. Coś z kuchni ląduje w pokoju i już to inaczej wygląda. Na przykład stolik na tablet z IKEA. Długo stał w kuchni jako kwietnik, teraz pełni funkcję szafki na buty w przedpokoju.

    Aneta: W ogóle przedmioty często zmieniają u nas funkcję i miejsce. Lubię, kiedy wędrują. Mam wtedy poczucie, że to mieszkanie żyje, że je odświeżam.

    Dziękujemy za rozmowę.